Strona główna » Blog » Podróże » Majówka w górach z dzieckiem
Majówka w górach z dzieckiem to świetna okazja, by zwolnić tempo i wspólnie odkrywać piękno polskich gór. Beskidy, Tatry i Bieszczady oferują łagodne szlaki, piękne widoki i atrakcje, które sprawdzą się zarówno z maluchem, jak i starszym dzieckiem. W tym przewodniku pokazujemy miejsca, do których sami chętnie wracamy.
Gdybyśmy mieli polecić tylko jeden region w Polsce na pierwszy wyjazd w góry z dzieckiem, bez chwili wahania wskazalibyśmy Beskidy.
Nie dlatego, że są najwyższe.
Nie dlatego, że mają najbardziej spektakularne szczyty.
Wręcz przeciwnie.
To właśnie ich łagodność sprawia, że dzieci czują się tutaj jak ryba w wodzie.
W Beskidach nie trzeba udowadniać sobie, że jest się zdobywcą. Można po prostu wyjść z pensjonatu, skręcić w leśną drogę i pozwolić, żeby dzień potoczył się swoim rytmem. Czasem skończy się na pięciokilometrowym spacerze. Czasem na godzinie spędzonej przy potoku. A czasem na pikniku na polanie, z którego dzieci nie będą chciały wracać.
I właśnie to jest w tych górach najpiękniejsze.

Źródło zdjęcia: Maciek Sulkowski / Unsplash
Większość turystów przyjeżdża do Wisły z myślą o skoczni narciarskiej. To oczywiście miejsce warte zobaczenia, szczególnie jeśli w domu rośnie mały fan skoków narciarskich. Jednak naszym zdaniem prawdziwa Wisła zaczyna się tam, gdzie kończy się ruch samochodów.
Wystarczy pojechać kilka kilometrów dalej, w stronę dolin Białej i Czarnej Wisełki.
Już sama droga jest piękna. Coraz mniej domów, coraz więcej świerków, a powietrze pachnie żywicą i mokrym lasem. W maju wszystko wydaje się świeże. Młode liście buków mają niemal seledynowy kolor, a wzdłuż drogi kwitną kaczeńce i zawilce.
To właśnie tutaj rodzi się Wisła.
Dla dzieci to fantastyczna opowieść. Trudno im uwierzyć, że rzeka, którą później widzą pod Wawelem, w Warszawie czy w Gdańsku, zaczyna się od kilku górskich potoków.

Źródło zdjęcia: Jerzy Opioła / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.
To jedna z tych tras, które polecamy każdej rodzinie.
Nie dlatego, że prowadzi na spektakularny szczyt.
Dlatego, że praktycznie co kilka minut wydarza się coś ciekawego.
Najpierw drewniany mostek.
Kilka minut później szeroki potok.
Potem ogromne głazy porośnięte mchem.
Za chwilę niewielka kaskada.
Dzieci praktycznie cały czas mają coś do odkrywania.
Nie ma tutaj monotonii typowej dla wielu leśnych spacerów.
Co ciekawe, po deszczach potok całkowicie zmienia swój charakter. Woda jest głośniejsza, bardziej dzika i znacznie efektowniej spływa po skałach. Właśnie dlatego maj jest jednym z najlepszych momentów na odwiedzenie tego miejsca.
„Jeżeli wybieracie się nad Białą Wisełkę, zabierzcie mały termos z gorącą herbatą. Dzieci zwykle nie chcą kończyć zabawy przy wodzie tak szybko, jak planują rodzice.”
Kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy nazwę „Kaskady Rodła”, spodziewaliśmy się dużego wodospadu.
Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
I chyba właśnie dlatego to miejsce tak nas zachwyciło.
Nie jest ogromne.
Nie znajdziecie tu punktów sprzedaży pamiątek ani betonowych platform widokowych.
Jest za to potok, który od tysięcy lat cierpliwie rzeźbi skały Beskidu Śląskiego.
Woda spływa po kolejnych progach skalnych, tworząc serię niewielkich wodospadów. Dzieci praktycznie od razu zaczynają przeskakiwać po kamieniach, szukać „tajnych przejść” i obserwować wirującą wodę.
To świetne miejsce, aby opowiedzieć najmłodszym, jak powstają góry, dlaczego skały wyglądają właśnie tak i skąd bierze się siła górskich potoków.
Takie lekcje przyrody zostają w pamięci znacznie dłużej niż szkolny podręcznik.

Źródło zdjęcia: Pborys, Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0.
Jeżeli mielibyśmy wskazać jedną atrakcję, która zachwyca praktycznie wszystkie dzieci odwiedzające Beskidy, byłby to właśnie Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu.
I nie chodzi wyłącznie o zwierzęta. Cały park został zaprojektowany tak, aby spacer przypominał wędrówkę przez prawdziwy las. Sarny przechodzą tuż obok ścieżki.
Jelenie spokojnie odpoczywają między drzewami. Muflony wyglądają zza skał.
Największe emocje budzą jednak pokazy lotów ptaków drapieżnych.
Trudno opisać reakcję dzieci, kiedy ogromny puchacz bezszelestnie przelatuje kilka metrów nad ich głowami. Nagle robi się zupełnie cicho. Nawet dorośli zapominają o telefonach. I chyba właśnie za takie chwile kochamy rodzinne podróże.
Są miejsca, które od pierwszych minut wydają się spokojniejsze od reszty świata.
Koniaków jest właśnie taki. Droga prowadzi coraz wyżej, domów robi się coraz mniej, a wokół pojawiają się ogromne beskidzkie hale. Dzieci bardzo szybko przestają pytać o telefon. Zaczynają za to zbierać kwiaty. Liczyć owce. Biegać po trawie. Patrzeć na chmury. I nagle okazuje się, że najlepszą atrakcją dnia nie jest park rozrywki. Tylko zwyczajna łąka.
Spacer na Ochodzitą polecamy praktycznie każdej rodzinie. Podejście jest krótkie i łagodne. Nie wymaga wielkiej kondycji. Za to panorama ze szczytu należy do najpiękniejszych w całych Beskidach. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć nie tylko Beskid Śląski i Żywiecki, ale również Tatry. To doskonałe miejsce na rodzinny piknik.
Wystarczy rozłożyć koc, wyjąć kanapki i przez chwilę po prostu patrzeć. Nie trzeba nic więcej.

Źródło zdjęcia: Adrian Tync / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
„Jeżeli planujecie piknik na Ochodzitej, spakujcie cienki koc i coś cieplejszego do ubrania. Nawet w słoneczny majowy dzień na szczycie potrafi mocniej zawiać.”
Przez wiele lat wydawało nam się, że Tatry są kierunkiem dla starszych dzieci. Kojarzyły się z długimi podejściami, tłumami na szlakach i zmęczeniem. Dopiero kiedy przestaliśmy traktować Tatry jak listę szczytów do zdobycia, odkryliśmy je na nowo.
Bo rodzinny wyjazd w Tatry wcale nie musi oznaczać całodniowej wędrówki. Czasami wystarczy wybrać jedno miejsce, rozłożyć koc na polanie i pozwolić dzieciom pobiegać po trawie. To właśnie takie chwile pamięta się najdłużej.

Źródło zdjęcia: CandidateKey / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0).
Jeżeli mielibyśmy wskazać jedno miejsce, które polecilibyśmy rodzinom wybierającym się pierwszy raz w Tatry, byłaby to Rusinowa Polana. Podejście jest stosunkowo krótkie i niezbyt wymagające. Nie ma tutaj stromych podejść ani ekspozycji. Jest za to coś znacznie cenniejszego. Po wyjściu z lasu nagle otwiera się panorama całych Tatr Wysokich. Dzieci najczęściej od razu zaczynają biegać po polanie.
Rodzice siadają na ławce. I przez chwilę wszyscy po prostu patrzą. To jedno z tych miejsc, które trudno opisać zdjęciem.
„Na Rusinowej Polanie zawsze miejcie w plecaku coś do jedzenia. Widoki potrafią zatrzymać rodzinę na znacznie dłużej, niż planowaliście.”
Nie każda rodzina ma ochotę od razu zdobywać szczyty.

Źródło zdjęcia: Qvidemus / Wikimedia Commons (CC BY 3.0)
I bardzo dobrze.
Dolina Chochołowska jest jedną z najlepszych propozycji dla rodzin z młodszymi dziećmi.
Szeroka droga prowadzi przez las, obok potoku, a dzieci praktycznie cały czas mają coś do obserwowania.
Mostki.
Owce.
Górskie chaty.
Konie ciągnące wozy.
A wiosną…
Pola krokusów.
To właśnie wtedy dolina zamienia się w jeden z najbardziej kolorowych zakątków Polski.
Jeżeli planujecie majówkę z dziećmi, mamy jedną radę.
Nie musicie nocować w samym Zakopanem.
Coraz częściej wybieramy Kościelisko.
Dlaczego?
Bo jest spokojniej.
Nie ma takiego tłoku.
Wieczorem słychać potok zamiast samochodów.
A jednocześnie większość atrakcji znajduje się zaledwie kilkanaście minut jazdy samochodem.
To miejsce zdecydowanie bardziej sprzyja rodzinnemu wypoczynkowi.
Nie każdy rodzinny wyjazd musi oznaczać wielogodzinny trekking.
Czasami dzieci znacznie bardziej cieszy sama podróż kolejką.
Wyjazd na Kasprowy Wierch jest właśnie takim przeżyciem.
Już sam wagonik wywołuje ogromne emocje.
Potem zostaje spacer po okolicy, zdjęcia i chwila odpoczynku z panoramą Tatr.
Nie trzeba udowadniać sobie niczego więcej.

Źródło zdjęcia: Krzysztof Popławski / Wikimedia Commons (CC BY 4.0)
Są góry, które zachwycają wysokością.
I są góry, które zachwycają ciszą.
Bieszczady należą zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
Tutaj nikt się nie spieszy.
Drogi są spokojniejsze.
Wieczory dłuższe.
A dzieci bardzo szybko zaczynają żyć rytmem natury.

Źródło zdjęcia: Silar / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
Większość osób przyjeżdża tutaj zobaczyć zaporę.
Ale warto zostać dłużej.
Spacer promenadą.
Rejs statkiem.
Przejazd koleją gondolową.
Lody z widokiem na jezioro.
To wszystko sprawia, że Solina świetnie sprawdza się również z młodszymi dziećmi.

Źródło zdjęcia: Tomasz Chorwat / Wikimedia Commons (CC BY 3.0)
To jedna z tych atrakcji, które uwielbiają zarówno przedszkolaki, jak i dziadkowie.
Pociąg powoli sunie przez lasy i doliny.
Nie ma pośpiechu.
Nie ma hałasu.
Jest czas na rozmowę i patrzenie przez okno.
Czasami właśnie tego najbardziej brakuje nam na co dzień.
Przez lata zauważyliśmy jedną rzecz.
Najlepszy hotel rodzinny nie zawsze jest tym najbardziej luksusowym.
Najważniejsze jest to, czy dzieci mają przestrzeń do zabawy, a rodzice chwilę spokoju.
To miejsce stworzone dla rodzin, które szukają ciszy.
Domki stoją w odpowiednich odległościach od siebie.
Rano budzi śpiew ptaków.
Wieczorem można usiąść na tarasie i patrzeć na zachód słońca.
Dzieci mają gdzie biegać.
Rodzice mogą wreszcie wypić kawę bez pośpiechu.
To propozycja dla rodzin, które chcą połączyć górski klimat z odrobiną relaksu.
Strefa SPA.
Basen.
Sauny.
Ale jednocześnie dużo zieleni i możliwość jazdy konnej.
To świetny wybór na nieco dłuższy pobyt.
Rodziny z bardziej energicznymi dziećmi zwykle odnajdują się tutaj znakomicie.
Plac zabaw.
Boiska.
Przestrzeń.
Bliskość atrakcji Wisły.
To miejsce, z którego łatwo zaplanować codzienne wycieczki.
„Przy wyborze noclegu zawsze sprawdzamy nie tylko zdjęcia pokoi. Znacznie ważniejsze jest to, co znajduje się wokół obiektu. Łąka potrafi być lepszym placem zabaw niż najbardziej kolorowa sala zabaw.”
Po każdej majówce wracamy z przekonaniem, że dzieci zapamiętują zupełnie inne rzeczy niż my.
Nie pamiętają nazw hoteli.
Nie pamiętają liczby kilometrów.
Za to doskonale pamiętają:
Pamiętają natomiast:
pierwszego kijanka,
drewniany mostek nad potokiem,
owce pasące się na hali,
naleśniki zjedzone po spacerze,
ognisko,
i wieczór, kiedy wszyscy siedzieliśmy pod kocem, słuchając deszczu uderzającego o dach drewnianego domku.
I chyba właśnie dlatego co roku znowu wracamy w góry.
Bo wiemy, że najcenniejsze wspomnienia bardzo rzadko kosztują najwięcej.
Każdy rodzic zna ten moment.
Po kilku godzinach spaceru nagle słyszy:
– Mamo, jestem głodny.
I zwykle oznacza to, że na znalezienie jedzenia mamy mniej więcej pięć minut.
Na szczęście góry mają jedną ogromną zaletę.
Nie trzeba szukać wyszukanych restauracji.
Najlepsze wspomnienia bardzo często rodzą się przy drewnianym stole w schronisku albo na ławce przed bacówką.
To właśnie tam dzieci po raz pierwszy próbują prawdziwego oscypka z żurawiną.
Dowiadują się, czym jest bundz.
Piją gorącą herbatę z malinami po spacerze w deszczu.
I nagle zwykła kanapka zjedzona z widokiem na góry smakuje znacznie lepiej niż najbardziej wymyślny obiad w mieście.
Jeżeli podróżujecie z młodszymi dziećmi, warto wybierać restauracje z ogródkami lub placami zabaw. Dzięki temu rodzice mogą spokojnie wypić kawę, a dzieci mają chwilę na rozprostowanie nóg.
Nie bójcie się również regionalnych karczm. Wbrew pozorom większość z nich bez problemu przygotuje prostsze dania dla najmłodszych – naleśniki, rosół, makaron czy pieczone ziemniaki.
Nie wszystkie dzieci od razu chcą wspinać się na górskie szczyty.
Niektóre znacznie bardziej cieszy spotkanie z końmi.
W Beskidach działa wiele niewielkich stadnin oferujących krótkie oprowadzanki dla najmłodszych i pierwsze lekcje jazdy konnej.
To zupełnie inne doświadczenie niż park rozrywki.
Dzieci uczą się cierpliwości, delikatności i szacunku do zwierząt.
Nawet jeśli przejażdżka trwa zaledwie kilkanaście minut, często okazuje się jednym z najmocniejszych wspomnień z całego wyjazdu.
„Nie poganiajcie dzieci podczas pierwszego spotkania z końmi. Czasami największą przygodą jest samo pogłaskanie końskiego nosa.”

Jeszcze kilka lat temu rowery kojarzyły nam się głównie z Mazurami.
Dzisiaj coraz częściej zabieramy je również w góry.
Nie po to, aby zdobywać strome podjazdy.
Ale żeby odkrywać doliny, leśne drogi i spokojniejsze trasy.
W okolicach Wisły, Ustronia czy Jeziora Żywieckiego powstaje coraz więcej ścieżek, które świetnie nadają się na rodzinne przejażdżki.
Wiele wypożyczalni oferuje foteliki, przyczepki i rowery dziecięce, dzięki czemu nawet kilkulatki mogą uczestniczyć w wyprawie.
Najpiękniejsze jest jednak to, że rower pozwala zatrzymać się dokładnie tam, gdzie ma się na to ochotę.
Przy potoku.
Na polanie.
Przy stadzie owiec.
Albo po prostu tam, gdzie dzieci zauważą coś ciekawego.
Po kilku rodzinnych wyjazdach nauczyliśmy się jednej rzeczy.
W górach pogoda potrafi zmienić się kilka razy w ciągu jednego dnia.Dlatego zamiast zabierać dużo rzeczy, lepiej zabrać rzeczy odpowiednie.
W naszym plecaku zawsze znajdują się:
kurtka przeciwdeszczowa,
cienka bluza,
zapasowe skarpetki,
mały termos,
bidon z wodą,
krem z filtrem,
czapka z daszkiem,
niewielka apteczka,
koc piknikowy,
worki na mokre ubrania,
lornetka dla dzieci,
lupa do obserwowania owadów,
kilka plasterków,
i oczywiście… mały pluszowy Miś Teddy.
Bo zdjęcia z podróży są jeszcze piękniejsze, kiedy towarzyszy im mały przyjaciel.
Zdecydowanie tak. Łagodne szlaki, niewielkie przewyższenia i ogromna liczba rodzinnych atrakcji sprawiają, że to jeden z najlepszych regionów w Polsce na rozpoczęcie górskiej przygody.
Świetnie sprawdzają się:
Ochodzita,
Rusinowa Polana,
Dolina Białej Wisełki,
okolice Soliny,
spacerowe trasy w Koniakowie.
Deszcz w górach wcale nie musi oznaczać straconego dnia.
Można odwiedzić:
Leśny Park Niespodzianek,
Chatę Kawuloka,
termy,
regionalne karczmy,
warsztaty rękodzielnicze,
sale zabaw w hotelach.
A czasem najlepszym pomysłem jest po prostu założyć kalosze i pójść na spacer.
Las po deszczu pachnie najpiękniej.
Jeżeli dziecko jeszcze z niego korzysta, warto wybrać modele terenowe.
Na wielu spacerowych trasach – takich jak Dolina Chochołowska czy część doliny Białej Wisełki – poradzą sobie znacznie lepiej niż klasyczne wózki miejskie.
Jeżeli tylko macie taką możliwość, wybierzcie początek tygodnia lub kilka dni przed długim weekendem.
Najpopularniejsze miejsca są wtedy znacznie spokojniejsze.
Na koniec chcielibyśmy zostawić Wam jedną myśl.
Po każdej majówce pytamy naszego syna:
– Co najbardziej zapamiętałeś?
Nigdy nie odpowiada:
„Hotel.”
Nigdy nie mówi:
„Restaurację.”
Najczęściej słyszymy:
„Tego kijanka.”
„Mostek nad potokiem.”
„Owce.”
„Tamę, którą zbudowaliśmy.”
„Misia Teddy siedzącego na kamieniu.”
I wtedy uświadamiamy sobie coś bardzo ważnego.
Rodzinne podróże nie składają się z wielkich atrakcji.
Składają się z małych chwil.
Z kubka gorącej herbaty wypitej na drewnianej ławce.
Z mokrych butów po zabawie w potoku.
Rodzinnego pikniku na leśnej polanie.
I z zachodu słońca oglądanego w ciszy.
Najbardziej jednak z poczucia, że przez tych kilka dni byliśmy naprawdę razem.
Jeżeli więc zastanawiacie się, gdzie wybrać się na majówkę z dzieckiem, nasza odpowiedź od lat pozostaje taka sama.
Nie po to, żeby zdobywać kolejne szczyty. Ale po to, żeby wrócić do domu z plecakiem pełnym wspomnień, które zostaną z Wami znacznie dłużej niż jakiekolwiek pamiątki